Macierzynstwo.info, macierzyństwo, iwona guć

Kontakt

tel. 602 12 26 72

e-mail: iwona@gucie.pl

www.macierzynstwo.info

Afryka - Tanzania, Malawi, Zambia

Afryka - Tanzania, Malawi, Zambia

 

Afryka to ląd, który z jednej strony przeraża, z drugiej - fascynuje. Przerażała nas bieda, groźne choroby, dramatyczny stan wszelkiej infrastruktury od dróg, przez szkoły na służbie zdrowia kończąc. Jednocześnie ten kontynent fascynuje dziką przyrodą, powszechnym wśród tubylców lekceważeniem problemów, ich spokojem graniczącym z rezygnacją.

 

Afrykański klimat „oblepia” nas natychmiast po opuszczeniu samolotu w Dar es Salam w Tanzanii. Powietrze jest duszne i ciężkie, wydaje się mówić „zwolnij, przystopuj, tu obowiązują inne reguły gry”. Afrykanie mówią „Biali mają zegarki, my mamy czas”. Doskonałą ilustracją tego powiedzenia jest komunikacja. Autobus nie ma ustalonych stałych godzin odjazdu, ruszy w drogę gdy zbierze się komplet pasażerów. Może to trwać godzinę, pół dnia ale i dwie doby. Czekanie z tłumem miejscowych na odjazd to doskonała okazja do obserwacji. Tam najlepiej widać jak biednie żyją ludzie, dla których posiadanie butów jest luksusem porównywalnym posiadaniem u nas dobrego samochodu. Mimo tego nie narzekają, cieszą się życiem, są szczęśliwi jak dzieci. Szczególnie lubiłam patrzeć na matki noszące swoje pociechy w chustach na plecach i jednocześnie dźwigające duży bagaż na głowie. Mimo obciążenia ich ruchy pełne są wdzięku i gracji. One po prostu tańczą.

 

Dwa podstawowe problemy podczas podróży po Afryce to choroby i żywienie. Najbardziej obawialiśmy się, przenoszonej przez komary, powszechnej tam malarii. Na tę chorobę nie ma leku. Co roku w Afryce umierają na nią miliony ludzi. Stuprocentowe zabezpieczenie nie istnieje. Środki odstraszające owady, moskitiera, chemioprofilaktyka tylko zmniejszają prawdopodobieństwo zachorowania. Inną zmorą jest wirus HIV. W dużych miastach w Malawi jest nim dziś zakażona ponad połowa populacji. To już epidemia, która z powodu zabobonów, braku wiedzy, pieniędzy oraz odmiennych wzorców kulturowych zatacza coraz szersze kręgi. W tej sytuacji, picie z tubylcami lokalnego piwa staje się nie lada wyzwaniem. Siedzimy w kręgu z kilkunastoma osobami. Napój, który pijemy, nazywa się chipuku i sprzedawany jest w kartonach. Po otwarciu jest on przekazywany z rąk do rąk, każdy pije wprost z kartonu. O AIDS staramy się po prostu nie myśleć. Jeśli chodzi o jedzenie to podróż po tamtych rejonach to najlepsza kuracja odchudzająca. Dziesięć tygodni jedzenia kasawy (rodzaj słodkiego, bardzo smacznego ziemniaka) i ananasów pozwala „zrzucić” bez wysiłku nawet 25 kilo. Po powrocie mój mąż (ponad metr osiemdziesiąt wzrostu) ważył 55 kg. Chyba nigdy w życiu nie smakował nam tak pieczony kurczak, jak ten którego pod koniec podróży udało się kupić w Livingstone w Zambii.

 

W Mulanje – małym miasteczku na granicy Malawi i Mozambiku zatrzymujemy się na dłużej. Dzięki temu mamy możliwość bliższego przyjrzenia się codziennemu życiu mieszkańców. Szok przeżyłam odwiedzając oddział położniczy tamtejszego szpitala. Około 30 kobiet po porodzie leżało na jednaj ogromnej sali, na zbitych z desek łóżkach – skrzyniach. Ponieważ nie było tam żadnej pościeli, leżały na gołych deskach, przykryte kocami. Przy każdej malutkie zawiniątko z noworodkiem. Do karmienia dzieci nie stosuje się oczywiście żadnych mieszanek, wszystkie karmione są piersią. Niestety dotyczy to także matek zarażonych wirusem HIV. Szpital nie zapewnia wyżywienia. W przejściach między łóżkami siedzą rodziny, które na podłodze rozpalają małe ogniska i gotują potrawy dla pacjentek. Sala porodowa przypominała pobojowisko. Wydawało się, że nic nie ma tu swojego miejsca. Począwszy od starych gumiaków, poprzez porozrzucane w różnych miejscach czyste i brudne narzędzia, sterty rękawic, kopiec talku, skończywszy na poodkręcanych stojących luzem, często nieopisanych lekach. Jednorazowy sprzęt, podobnie jak w Polsce 20 lat temu, jest używany aż do zupełnego zużycia. Rozmawiając z położnymi (oprócz angielskiego przydaje się łacina) dowiaduję się że zajmują się wszystkim... oprócz cięcia cesarskiego. Lekarz przychodzi tylko do operacji, ale niekoniecznie jest to położnik. Jeśli dodać do tego fakt, iż na co dzień tamtejsi mieszkańcy korzystają raczej z porad lokalnych szamanów i uzdrowicieli, których stragany widać na każdym kroku, praca położnej w tamtejszej służbie zdrowia stanowi nie lada wyzwanie. Może po tym co napisałam wyżej wyda się to dziwne, ale praktyka położnicza w Mulanje to moje zawodowe marzenie. Kto wie, może kiedyś się ziści...

 

Iwona Guć

położna środowiskowo-rodzinna,

prowadzi szkołę rodzenia,

zajmuje się poradnictwem laktacyjnym