Macierzynstwo.info, macierzyństwo, iwona guć

Kontakt

tel. 602 12 26 72

e-mail: iwona@gucie.pl

www.macierzynstwo.info

Nie boję się porodu - ta szkoła dużo daje

Nie boję się porodu - ta szkoła dużo daje

 

Szkoła rodzenia mieści się w budynku gdyńskiej YMCA, przy ul. Żeromskiego. O określonej godzinie można spotkać w korytarzu przechadzające się lub siedzące na ławeczkach „brzuchate” kobiety. Przeważnie są one w zaawansowanej ciąży, gdyż uczestnictwo w kursie jest możliwe dopiero od jej dwudziestego ósmego tygodnia. Prawie każdej z nich towarzyszy mąż.

 

Drobna szczupła blondyneczka o piwnych oczach to Anka. Przyszła sama – jej mąż pracuje. Anka jest w ósmym miesiącu, a mimo to może się poszczycić najzgrabniejszą figurą w grupie. Ubrana w czerwoną sukienkę i białą bluzkę wygląda atrakcyjnie. - To naprawdę fajna rzecz, być tutaj – twierdzi. Dużo się już nauczyłam, mniej się boję. Poza tym tak się już do tego „brzucha” przyzwyczaiłam, że nie wyobrażam sobie, co będzie po porodzie. Anka sprawia wrażenie osoby, która doskonale wie, co ją czeka. W niczym nie przypomina rozhisteryzowanej „pierwiastki”. Wesoła, spokojna, uśmiechnięta. – To ta szkoła dużo mi daje – mówi.

 

Powoli do pokoju zaczynają wchodzić inne osoby, pary. Pokój ten, choć nieduży, urządzony jest bardzo przytulnie. Na środku pomieszczenia ustawiono krąg niskich krzesełek tak, aby uczestnicy kursu siedzieli w kole. Prowadząca zajęcia Iwona Guć, wchodzi zamaszystym krokiem do pokoju. – Skończymy dzisiaj trochę wcześniej ze względu na upał – mówi. Dziś w programie mamy teorię, więc obejrzymy film przedstawiający drugi etap porodu – ten, którego z reguły kobiety najbardziej się boją.

 

Zajęcia rozpoczynają się rozwijaniem techniki tak zwanego oddychania przeponowego, które bardzo ułatwia rodzenie dziecka. Nie pada też ani razu słowo „ból”, mówi się raczej o skurczach porodowych. Iwona Guć skacze od jednej dziewczyny do drugiej, obserwując, czy dobrze wykonują ćwiczenia. Dotyka ich brzuchów, instruuje i poucza. Następnie – kolejny trening oddechowy, tym razem z „ziajaniem”. Ziajanie ma na celu szybkie dotlenienie rodzącego się dziecka, gdyż wypieranie go następuje w bezdechu. Próbuję dotrzymać kroku dziewczynom w „ziajaniu” i… okazuje się, że są o wiele szybsze ode mnie. – To tylko kwestia treningu – pociesza mnie Anka, siedząca tuż obok.

 

Zajęcia upływają w sympatycznej atmosferze, mimo zdarzających się dowcipnych komentarzy i sytuacji, panuje nastrój wyciszenia i spokoju. Iwona Guć w niczym nie przypomina beznamiętnie wykładającej instruktorki. – Podczas rozmów z kursantami dowcipkuje, jest bezpośrednia, otwarta, żywa jak iskra. Pomiędzy nią a uczestnikami nie ma często spotykanego dystansu.

 

Film instruktażowy traktujący o porodach naturalnych w Niemczech wzbudza duże zainteresowanie. Wiadomo, że do szkoły rodzenia uczęszcza się z nastawieniem na poród „wspólny” – osobą towarzyszącą może być mąż, niewykluczone są także inne warianty – od koleżanek (tak jak na filmie) po... teściową, tak jak to się kiedyś zdarzyło. Poród składa się z dwóch etapów: skurczów partych oraz porodu właściwego, potocznie nazywanego „rodzeniem dziecka”. – A czy można nie być na drugi etapie porodu, lecz wrócić już po urodzeniu się dziecka i przeciąć pępowinę? – pyta Mariusz, mąż Sylwii, który podczas filmu mruczał po nosem, że „nigdy w życiu” i „to nie dla niego”. Niektórzy parskają śmiechem. – Osoba towarzysząca, na przykład mąż, może, ale nie musi być obecna podczas drugiego etapu porodu – mówi Iwona Guć. – Trzeba to tylko wcześniej ustalić.

 

Zajęcia dobiegają końca, niektóre pary podchodzą jeszcze do prowadzącej i zadają jej pytania. Sala pustoszeje. Za parę dni kolejne zajęcia, składające się z „części praktycznej”, to znaczy z ćwiczeń na sali gimnastycznej. Pomagają one w zachowaniu kondycji podczas ciąży, a niektóre z nich zapobiegają powikłaniom poporodowym. Do tych zajęć dziewczyny przebierają się jak na zajęcia wf. Ćwiczenia te z początku nie odbiegają zbytnio od tradycyjnych, wykonywanych w szkole. Jednak z czasem nabierają one konkretnego wymiaru, stają się bardziej „tematyczne”. Ćwiczenia wykonuje się wspólnie. Niewiele jest dziewczyn, które przyszły dziś same. Wszystkie są w znakomitej formie i kłóci się to trochę z przekonaniami o „ociężałości”, jaka cechuje ciężarne kobiety. Jedno z ćwiczeń, typowe i jak najzwyklejsze w świecie, polega na... chodzeniu na czworakach. Wszyscy uczestnicy z zapałem okrążają salę. To może nieco komiczny widok, ale tutaj nikt się nie śmieje. Kobiety i ich mężowie bardzo się angażują w każde z ćwiczeń. – Nie słyszałeś?! Tylko stopy! Głuchy jesteś? – słychać gniewny szept jednej z dziewczyn w stronę męża. Rozlegają się śmiechy. Grażyna, zmęczona, siada na materacu obok męża. – Nie boję się porodu – mówi. – Czy bałam się? Tak, ale jeszcze zanim poszłam do szkoły rodzenia. Teraz już nie.

 

Czasami dzieje się tak, że „do czasu” wszystko znakomicie się układa, ale w chwili, gdy rodzi się dziecko, stres może być tak duży, że zapomina się wszystkiego, czego się tu nauczyło. W takiej sytuacji bardzo pomocna jest obecność drugiej osoby – zwykle tej, z którą chodziło się wcześniej do szkoły rodzenia.

 

Małżeństwo Kamila i Paweł, przyszli na zajęcia z... pierwszym dzieckiem. – To wcale nie powinno dziwić, że już raz urodziłam, a chodzimy do szkoły rodzenia – mówi Kamila. – Uważam, że chodzenie na taki jakby kurs – bo w końcu to jest coś w rodzaju kursu – sporo daje, dużo się można nauczyć, mniej się obawiać. Ja polecam swoim koleżankom szkołę rodzenia, bo na prawdę nie jest to żadna fanaberia. – Czy boi się pani rodzić? – Nie absolutnie się nie boję. To nie jest nic strasznego. Wychodząc z sali, pomyślałam sobie, że może przesadzają dziewczyny opowiadające o krwi i bólu nie do zniesienia. Ja też przestałam się bać.

 

wodo