Macierzynstwo.info, macierzyństwo, iwona guć

Kontakt

tel. 602 12 26 72

e-mail: iwona@gucie.pl

www.macierzynstwo.info

Nieznana Turcja

 

NIEZNANA TURCJA

 

Turcja to kraj, który w nie budzi dziś egzotycznych skojarzeń. Bogata oferta wakacji na tureckiej riwierze spowodowała, że w świadomości Polaków kraj ten zajął miejsce obok Hiszpanii, Grecji czy Chorwacji. Tymczasem jest to kraina egzotyczna, fascynująca odmiennością a zarazem ujmująca niespotykaną gościnnością. Po raz pierwszy byliśmy z mężem w Turcji w 1995 roku. Drugą podróż, w lecie 2004 roku, odbyliśmy we troje, z naszym 4 letnim synem – Maciusiem.

 

 

Pierwszym celem podróży była Kapadocja. Przez tydzień podziwiamy księżycowe krajobrazy i penetrujemy jaskinie, które szczególnie upodobał sobie Maciek. Widoki, które oferuje ten region są niepowtarzalne i warte męki, jaką jest wspinaczka w 40 stopniowym upale z plecakiem na plecach. Kapadocja jest regionem gdzie docierają zorganizowane wycieczki, jednak warto wystrzegać się utartych szlaków. Nagrodą za dotarcie do ustronnych miejsc jest możliwość spotkania dzikich żółwi, węży, jaszczurek, ale także, na przykład jazda autostopem – wózkiem ciągniętym przez osiołka.

 

Z Kapadocji ruszamy na wschód do miejsc, które oferują wiele atrakcji, ale nie są zbyt często odwiedzane przez turystów. Najpierw malownicze bazary w Kayseri i Kahramanmaras. Chińska tandeta sąsiaduje tam z tradycją – warsztatami kowali, kaletników, szewców, tkaczy produkujących swoje wyroby sposobami dziedziczonymi z pokolenia na pokolenie. Osobny rozdział stanowi jedzenie. Uliczki nasycone są egzotycznymi zapachami, którym trudno się oprzeć: począwszy od wspaniałej herbaty podawanej w małych szklaneczkach, skończywszy na słodyczach – kajmaku z miodem czy ciasteczkach z ciasta francuskiego maczanych w syropie i posypanych pistacjami.

 

Kolejny przystanek to miasto narodzin proroka Abrahama – Urfa. Bliskość pustyni syryjskiej sprawia, że czujemy się jak w piecu. Mimo wiatru powietrze jest rozpalone „do czerwoności”. Ma to swoje dobre strony – pranie schnie w 10 minut, zaś włosy po kąpieli natychmiast są suche. W tym klimacie kwiaty są wyjątkowo nietrwałym upominkiem. Stąd, młodzi ludzie obdarowują się żywymi, kolorowymi... kurczaczkami. Co krok spotykamy sprzedawców, którzy w kartonach trzymają dziesiątki zielonych, różowych, szarych i pomarańczowych puszystych, kwilących kuleczek.

 

Ciąg dalszy podróży to rejony zamieszkałe przez Kurdów. Ten liczny naród, nie mający własnego państwa, od lat walczy o możliwość kultywowania własnego języka i tradycji. Przez wiele lat mniejszość kurdyjska była represjonowana i uciskana przez władze tureckie. Obecnie sytuacja powoli się poprawia – Kurdowie uzyskali więcej praw, choć obecność tureckich czołgów, wozów opancerzonych i wojskowe posterunki na drogach podkreślają trwające w tym rejonie napięcie. Wokół ogromnego słonego jeziora Van wędrujemy po przepięknych wulkanicznych górach.

 

Wreszcie docieramy pod granicę turecko-irańską. U podnóża góry Ararat, na której osiadła Arka Noego leży miasteczko Dogubayazit. Tam nagle Maciuś dostaje prawie 40 stopniowej gorączki. Ponieważ nasza apteczka nie wystarcza, szukamy pomocy w lokalnej służbie zdrowia. W miasteczku jest tylko jeden pediatra. Niestety nie mówi ani słowa po angielsku, podobnie jak cała reszta personelu tamtejszego ośrodka zdrowia. Na szczęście trafiamy na młodego lekarza, który służy nam za tłumacza. Przyjechał do Dogubayazit w ramach obowiązkowych staży, które każdy lekarz z miasta musi odbyć w mniej rozwiniętych rejonach Turcji. Pediatra stwierdza zapalenie ucha. Mamy wątpliwości co do trafności tej diagnozy, stąd pilnie obserwujemy Maciusia. W nocy zaczyna się silna biegunka z krwią i śluzem. Jakby tego było mało, spędzamy tę noc na ulicy, wygnani z hotelu przez dość silne trzęsienie ziemi.

 

Poranna diagnoza i badania laboratoryjne są już jednoznaczne – czerwonka pełzakowa. Histolytica tę nazwę zapamiętam do końca życia. Z naszego punku widzenia to choroba nietypowa, w tamtych rejonach jednak powodująca ją ameba jest powszechna, stąd nie ma problemów z lekami i przeprowadzeniem kuracji. Przy okazji mam szansę z bliska obserwować działalność tamtejszej służby zdrowia. Lekarzy przyjmujących jednocześnie po 3-4 pacjentów, podawanie kroplówki z soli fizjologicznej każdemu ciężko choremu – bez względu na charakter schorzenia, zaprzyjaźniam się też z paniami z laboratorium, robię wkłucia. Gdyby nie okoliczności, byłaby to ciekawa praktyka. W dodatku mieszkańcy miasteczka rozpoznają nas, prześcigają się w uprzejmościach, pytają o zdrowie Maćka (oczywiście po kurdyjsku, turecku i na migi, bo nikt nie mówi po angielsku), zapraszają na herbatę i ciasteczka. Wkrótce więc czujemy się w Dogubayazit zadomowieni.

 

Tygodniowa kuracja Metronidazolem, podawanym na zmianę dożylnie i w syropie przynosi pozytywne skutki. Maciek wraca do zdrowia. Po kilku dniach głodówki wprost rzuca się na jedzenie. Możemy ruszać w dalszą drogę. Żegnamy więc gościnną Turcję i ruszamy do Iranu. Ale to już inna historia.

 

Iwona Guć

międzynarodowy konsultant laktacyjny,

położna środowiskowo-rodzinna,

prowadzi szkołę rodzenia w Gdyni,