Macierzynstwo.info, macierzyństwo, iwona guć

Kontakt

tel. 602 12 26 72

e-mail: iwona@gucie.pl

www.macierzynstwo.info

Mongolska Ścieżka

 

MONGOLSKA ŚCIEŻKA

 

Od dziecka marzyłam o podróży do Mongolii. Kiedy tylko nasz synek – Maciuś podrósł na tyle by nie było wątpliwości, iż poradzi sobie w długiej podróży, postanowiliśmy wybrać się w trójkę do tego ogromnego, ale mało znanego kraju. Zdecydowaliśmy, iż całą drogę z Gdyni do Ułan Bator pokonamy koleją. Przejechanie pociągiem całej trasy – 7915 km w jedną stronę, zajęło nam pełne siedem dni.

 

Ogromnym walorem podróży lądowej jest stopniowe przyzwyczajanie się do zmieniających się krajobrazów i klimatów. Po drodze nawiązujemy znajomości, uczymy się pierwszych słów po mongolsku. W podróży kwitnie życia towarzyskie i handlowe. Co kilka godzin pociąg przystaje na kolejnych stacjach – można rozprostować nogi, ale również kupić dowolny towar, bo perony, z chwilą przyjazdu pociągu, zamieniają się w ruchliwe bazary. Podczas postojów zaopatrujemy się również w jedzenie. W europejskiej części Rosji dominują pirożki czeburieki i pielimeni, na Syberii – różne gatunki orzeszków, nad Bajkałem - ogromna różnorodność wędzonych, suszonych, gotowanych ryb. Po tygodniu podróży, całkowicie już przestawieni na azjatycki styl życia wysiadamy w Ułan Bator.

 

Stolica Mongolii jest niezwykle chaotyczna. W centrum miasta sąsiadują ze sobą nowoczesne ulice i wąskie gliniaste ścieżki, bloki z wielkiej płyty i zabytkowe świątynie, nowoczesne biurowce i jurty. W jednej z buddyjskich świątyń w Ułan Bator, ku mojemu zdumieniu, natykam się na dyżurującego lekarza. Pacjenci cierpliwie czekają na dziedzińcu, po czym są zapraszani do małej klitki, gdzie za parawanem, w niezwykle skromnych warunkach,  przyjmuje doktor. Wizyta jest krótka po osłuchaniu pacjent otrzymuje receptę, którą może zrealizować w funkcjonującym przy świątyni sklepiku. Komu nie pomoże lekarz, ten może wykupić u dyżurujących mnichów modlitwę w swojej intencji lub wysłuchać stawianych przez nich wróżb.

 

Głównym celem naszej podróży są jednak mongolskie stepy. Mongolskie drogi to nie lada wyzwanie, wynajmujemy więc samochód terenowy. Kilkadziesiąt kilometrów za Ułan Bator kończy się asfalt i nie zobaczymy go przez najbliższy tydzień. Zamiast niego służyć nam będą, wytyczone tylko kołami samochodów, niezwykle wyboiste drogi i dróżki. Zdarza nam się podskakiwać na wertepach tak wysoko, że aż obijamy się o dach samochodu. Również orientacja w terenie nie jest łatwa. Przejechawszy prawie 2000 km po stepie tylko raz widzieliśmy po drodze drogowskaz.

 

Dokoła rozciąga się niezmierzony step. Wbrew stereotypom nie jest on płaski – długo trzeba jechać żeby zobaczyć teren równy po horyzont. Krajobrazy Mongolii są bardzo urozmaicone. W ciągu stosunkowo krótkiego czasu zobaczyliśmy stepy, pustynie, góry, wygasłe wulkany, ogromne jeziora, rzeki, wodospady i wiele innych niezapomnianych widoków. Do tego mieliśmy szansę doświadczyć niezwykłej gościnności Mongołów. Mieliśmy namiot, ale zapraszali nas na noclegi do swoich jurt. Wieźliśmy własne jedzenie, jednak dzielili się z nami swoim. Bywało to kłopotliwe gdyż tamtejsze menu to; suszone sery i twarogi, herbata z kobylim mlekiem i solą, czasami tłusta, trudna do pogryzienia baranina. Jedyna potrawa, która przypadłą nam do gustu to chusiury – smażone na baranim łoju pierogi z baraniną i przyprawami. Nie wybrzydzaliśmy jednak widząc jak ciężkie i biedne jest życie na stepie. Całoroczne mieszkanie w jurcie, trudności z wodą, utrudniony dostęp do edukacji i służby zdrowia to tylko niektóre z problemów, z którymi borykają się tamtejsi mieszkańcy.

 

W tych trudnych warunkach dzieci hartują się od pierwszych dni życia. Zamiast pieluch używa się szmatek, które przepłukiwane są potem w zimnej wodzie. Oczywiście wszystkie maluchy karmione są piersią – jako konsultant laktacyjny nie miałby tam pracy. Nie jest to jednak wynik wysokiej świadomości, lecz tradycji i braku alternatywy. Stan oświaty zdrowotnej jest dramatyczny. Bardzo powszechna jest wśród dzieci krzywica, wynikająca z braku witaminy D3, nie raz widzieliśmy też objawy nieleczonej dysplazji stawów biodrowych. Co prawda podstawowa opieka medyczna istnieje w somonach (odpowiednik naszej gminy), zaś szpitale w aimakach (województwach), jednak dla wielu rodzin to zbyt daleka droga. Mongolia to kraj bardzo rozległy, więc do szpitala może być i 300 km po wyboistych drogach. Do rozrzuconych w stepie jurt położne, pielęgniarki czy lekarze docierają od czasu do czasu... konno. Sama byłam świadkiem takiej wizyty. W tej sytuacji nic dziwnego, że dzieci leczone są głównie tradycyjnymi, znanymi od setek lat metodami. Na przykład przeziębione dziecko rozbiera się do naga, naciera ajrakiem (alkohol ze sfermentowanego kobylego mleka) i wystawia na słońce – pomaga!

 

Podróż do Mongolii oprócz niezapomnianych wrażeń rodzi refleksję, iż wiele jest jeszcze miejsc gdzie zdobycze nowoczesnej medycyny nie dotarły. Mimo trudnych warunków ludzie dają sobie radę, a niektóre elementy medycyny naturalnej mogłyby być wykorzystane także u nas, gdybyśmy tylko chcieli się ich nauczyć i mieli odwagę je stosować.

 

Iwona Guć

międzynarodowy konsultant laktacyjny,

położna środowiskowo-rodzinna,

prowadzi szkołę rodzenia w Gdyni,