Macierzynstwo.info, macierzyństwo, iwona guć

Kontakt

tel. 602 12 26 72

e-mail: iwona@gucie.pl

www.macierzynstwo.info

Pod osłoną czadoru

 

POD OSŁONĄ CZADORU

 

Kiedy mówiłam, gdzie mam zamiar spędzić wakacje, wiele osób uważało że oszalałam. W powszechnym odczuciu Iran to miejsce równie niebezpieczne jak Afganistan lub Irak więc pomysł by jechać tam dobrowolnie, w dodatku z dzieckiem wywołuje zabawne reakcje. Tymczasem Iran to kraj niezwykle interesujący, bardzo bezpieczny i, co najważniejsze, gościnny.

 

Pierwsze zapamiętane wrażenie po przekroczeniu granicy pomiędzy Turcją i Iranem to czepek. Przed przejściem granicy musze ubrać długie spodnie, koszulę z długim rękawem oraz chustę zasłaniającą włosy. Temperatura przekracza 40 stopni, a ja czuję się jakbym ubrała na głowę właśnie czepek. Zgodnie z obowiązującym w Iranie prawem, ubiór kobiety musi zakrywać jej włosy i ciało. Dotyczy to zarówno Iranek jak i turystek. Jednak sposób wypełniania tego obowiązku jest bardzo zróżnicowany. W ortodoksyjnym, konserwatywnym Qom – rodzinnym mieście Chomeiniego, prawie wszystkie kobiety skryte są pod czarnymi czadorami. Z kolei w Esfahanie – moda niemal europejska: obcisłe dżinsy, lub kolorowe spodnie, do tego cienki płaszczyk lub bluza sięgająca do pół uda. Chusty na głowie są również noszone na różne sposoby. Niektóre kobiety wiążą je tak ściśle by nawet loczek nie wysunął się na zewnątrz, inne ściągają je do połowy głowy, tak by nie zasłaniały fantazyjnie uformowanej grzywki.

 

Podróżując po Iranie zastanawiałam się jak długo karmi się tu dzieci piersią i w jaki sposób kobiety, dają sobie radę z przystawianiem do piersi w miejscach publicznych. Myślałam, że podczas karmienia po prostu podnoszą szatę, skoro pod sporem i tak mają normalne ubrania. Kiedy po długim wypatrywaniu udało mi się podpatrzeć kobietę w czadorze, karmiącą maleństwo piersią, okazało się jednak, że korzysta z bardzo skomplikowanego, niezrozumiałego dla mnie systemu klapek w wierzchnim okryciu . Niestety nie zgodziła się bym jej zrobiła zdjęcie. Nie stanowiło natomiast problemu przyjrzenie się ciekawej metodzie usypiania niemowląt. Na dworcu w Tabrizie miałam możliwość poznać sposób bardzo praktyczny w podróży. Dziecko po karmieniu zostało położone na kwadratowej chuście, trzymanej za rogi przez dwie kobiety i bujane jak w hamaku. Ta przenośna kołyska dawała skutek natychmiastowy. Oglądając później na jednym z bazarów dywany dowiedziałam się, że jest to często stosowana w Iranie, stara metoda zaczerpnięta od beduinów.

 

To co uderza w krajobrazie irańskich miast to tradycyjne perskie mozaiki. Przecudne wzory iskrzące się w słońcu na kopułach meczetów i w ich wnętrzach. Ułożone w milionów drobniutkich kafelków, układają się w symetryczne kompozycje, sprawiające wrażenie raczej cudu przyrody, niż działalności człowieka. Dzięki stopniowemu rozluźnieniu ortodoksyjnych reguł, dziś większość meczetów mogą odwiedzać turyści, mając szansę na obcowanie z pięknymi wnętrzami i niepowtarzalną atmosferą.

 

Podobnie jak w krajach arabskich, również w Iranie drugim, obok meczetu, miejscem gdzie kwitnie życie towarzyskie, społeczne i polityczne jest bazar. Bazar nie ma nic wspólnego ze znanymi nam miejscami dokonywania zakupów. Co prawda można tu kupić niemal wszystko, jednak przede wszystkim to zjawisko społeczne, miejsce nasycone niezwykłą atmosferą – prawdziwe serce miasta. Bazar to również zjawisko architektoniczne. Antyteza absolutnego porządku i planu, który można obserwować w architekturze meczetu. Bazar to całkowity chaos. Ciągnące się kilometrami korytarze, dziesiątki schodków, skrótów, zejść, przejść, zarówno pod jak i nad ziemią znanych tylko wtajemniczonym. Czujemy się w nich jak Alicja po drugiej stronie lustra. Wędrując po tych zakamarkach mamy wrażenie, że nie starczyłoby życia by poznać tę plątaninę i zrozumieć reguły nią rządzące. Szczególnie u tkwił nam w pamięci stosunkowo niewielki bazar w Kashan, gdzie prowadzeni przez małych miejscowych chłopców trafialiśmy do ukrytych w gęstwinie łaźni, herbaciarni i wędrowaliśmy po dachach. Jednak kiedy tylko nasi przewodnicy nas zostawiali, kręciliśmy się w koło, nie będąc w stanie odnaleźć nawet wyjścia z bazaru.

 

Jednak to nie duże miasta, lecz dwie maleńkie, górskie miejscowości, nietypowe jak dla Iranu, pozostawiły po sobie najbardziej niezapomniane wrażenia. Pierwsza to Abyaneh, w centralnym Iranie. Domy budowane są tu z czerwonej gliny, technologia ich budowy nie zmieniła się od kilkuset lat. Wędrując uliczkami, których szerokość nie przekracza metra spotykamy miejscowe kobiety kobiet, które zamiast w czadory, ubierają się w bajecznie kolorowe, kwieciste stroje, przypominając z wyglądu polskie góralki. Z kolei Masuleh to miasteczko położone w północnej części kraju, zamieszkałej przez mniejszość azerską. Położone w górach jest dosłownie przyklejone do zboczy gór. Domy budowane są tarasowo, w taki sposób, że ciąg dachów, stanowi jednocześnie ulicę dla kolejnego poziomu zabudowań. Wędrowanie po tej miejscowości to ciągła wspinaczka po labiryntach schodków. Obok parzonej po turecku (najlepszej na świecie) herbaty, przebojem są ciepłe cynamonowe ciasteczka – tamtejsza specjalność, których smak czuję w ustach do dziś.

 

 

Iwona Guć

Międzynarodowy konsultant laktacyjny

Połozna srodowiskowo-rodzinna

Prowadzi szkołę rodzenia w Gdyni